2 sierpnia 2011

A kiedy można z Bronią...

Jak pamiętam jedną z fajniejszych rzeczy w Cyberpunku był stosunek społeczeństwa do broni (nie mylić z Bronią bo ten jest na ogół pozytywny). Niby była powszechna ale czaiła się w ukryciu, a każde jej wydobycie mogło ściągnąć na bohaterów nieprzychylny wzrok władzy - nie zależnie jaka by ona nie była.
Po latach muszę przyznać, że trochę mi tego brak w Ścieżce jak i w ogóle w światach fantasy. Tu na każdym kroku spotykamy tabuny obarczonych bronią osiłków i ostrych jak brzytwa rudowłosych amazonek z obnażonymi mieczami w ręku. Nie powiem widok nader przyjemny, ale ani on realny/ fabularnie uzasadniony, ani nie niesie tego cierpkiego posmaku - dreszczyku - niebezpieczeństwa, nieuchronności jaki powinien towarzyszyć zawsze w kontaktach z bronią.

Do czego zmierzam, dowiecie się jeśli pobawicie się teraz ze mną w taką małą zamianę ról.
Dla przykładu załóżmy że jesteście dobrze utytułowanym patrycjuszem albo ściskającą w swych z pozoru delikatnych dłoniach, nici wielkiej polityki, piękną damą. Teraz wybieracie się na przechadzkę ulicami swego pięknego miasta. Nagle waszą uwagę przykuwa rozbłysk słońca na nieosłoniętej klindze dzierżonego przez włóczęgę miecza. Co robicie?.. To samo, gdy w realnym świecie narkoman w metrze zacznie wymachiwać brzytwą, albo pieprznięty militarysta zacznie dziurawić sufit supermarketu kulami skradzionej ojcu berrety. Uciekacie, kryjecie się i prócz modlitwy, wyglądacie policji. To naturalna reakcja osób, które mają coś do stracenia. Przecież wszystkie wasze staranie nie mogą prysnąć za sprawą jakiegoś szaleńca. A może on tu jest z twojego powodu. Może został przekupiony przez jednego z licznych twych wrogów?

Tak, broń (powinna przynajmniej) wywołuje strach i nie potrzeba tu żadnej magi, wystarczy domorosła psychologia. Każdy się boi straty, a broń niesie ze sobą takie ryzyko - tj. powinna nieś. Czyli naturalną reakcją otoczenia na broń jest strach i próba jego zażegnania. Analogicznie BeNi powinni zwracać uwagę na osoby obnoszące się ze swoim uzbrojeniem ulicami miast i osiedli. Ktoś może powiedzieć że "to jakaś bzdura nikt mi mi nie zabroni paradować z mieczem lub toporem u pasa, przecież wszyscy tak robią i dawniej robili". Ale czy aby na pewno? Mi się raczej wydaje że poza stosunkowo krótkim okresem czasów nowożytnych w naszej historii, broń nie była raczej mile widziana na ulicach miast. Co innego na trakcie lub w głuszy, gdzie długo utrzymywało się prawo silniejszego. W miastach natomiast gdzie bezpieczeństwa strzegły mury i powołana ku temu straż miejska miejsce miecza (który w kultórze średniowiecznej nigdy nie zatracił swego militarnego charakteru) znajdowało się w skrzyni. To samo można by odnieść do innych egzemplarzy broni, tarcz i zbrojnic. Uogólniając w świecie cywilnym broń jest i w przeważającej części znanych nam czasów była napiętnowana. Czyli pojawienie się w obrębie miejskich murów, na Derdzie czy w większości światów Fantazy, kogoś obwieszonego bronią powinno zaalarmować jego mieszkańców. Co w prosty sposób powinno również wzbudzić zainteresowanie straży miejskiej, która w prosty sposób zasugeruje pozostawienie owego niebezpiecznego balastu na kwaterze albo jeśli ktoś takiej nie posiada na strażnicy w "depozycie". Chodzi tutaj oczywiście o broń, nie ukrytą, niejako przygotowaną do natychmiastowego użycia.

Z czym wobec tego nasi bohaterowie mogą się wybrać "na miasto"?
Sugeruję by dozwolić im zachować na podorędziu laskę, kostur albo zawieszony w ozdobnej pochwie przy pasie sztylet. Jeśli zmusicie swych graczy do odstawienia do skrzyni ich mieczy, tarcz i zbrojnic, to przygody w obrębie miejskich murów na powrót mam nadzieję nabiorą tego cierpkiego posmaku, a dobycie broni przysporzy drużynie owego dreszczyku nieuchronności.


PS. Jak się nad tym zastanowić to temat nagości powinien również wzbudzać podobne emocje - ale o tym w następnym odcinku...

6 komentarzy:

Karol Mieczysław Marcjan pisze...

Jeśli nie zainspirowały Cię ostatnie wypadki w Norwegii to nie wiem co.

Coś jest na rzeczy, w bardziej realistycznych konwencjach niemożność obnoszenia się z bronią mogłaby mieć dobroczynny skutek na niektóre przygody.

Z drugiej strony lubię przerysowanie i komiksowość. So fuck yeah, przewieszę sobie dwumetrowy miecz przez plecy. ]:->

Litohoro pisze...

Wszystko zależy od konwencji.

Obecnie szykuję się do fantasy opartej o BRP Chaosium, gdzie każde starcie może być przykre dla postaci BG lub niedobrego BN. Do tego raczej będę stawiał na realistyczne zachowania wrogów typu - oberwał po udzie klingą, polała się krew... to nie walczy dalej z pianą na ustach, a raczej zaczyna płakać i błagać o litość.

Z tego powodu liczę bardziej na straszenie i popisy siły, chwytanie za miecz, lecz nie wyciąganie go z pochwy, faktyczne zmierzenie się na miecze raczej jako ostateczność. Do tego jeśli BG poszliby na walkę, to ze świadomością, że mogą nie przetrwać, wiec ich wysiłki byłyby bardziej bohaterskie ;)

Mam nadzieję, że coś z tego wyjdzie :)

MichałP pisze...

Hmmm... Ośmielę się nie zgodzić.

Rzekłbym raczej, że to tylko nasze czasy są przesycone dziwnym stosunkiem do broni - strachem przed bronią, odbieraniem jej zwykłym obywatelom. To dorobek XX wieku, a konkretnie to nazistowskich Niemiec - to Hitler jako pierwszy ogłosił potrzebę zdemilitaryzowania społeczeństwa i przekazania uzbrojenia tylko funkcjonariuszom państwowych.

Śmiem twierdzić, że posiadanie broni jest raczej standardem, nie wyjątkiem - właśnie z powodu włóczęgi wymachującego mieczem, przed którym lepiej mieć czym się bronić. Wpisanie prawa do posiadania broni do konstytucji USA nie było w okresie jej powstawania specjalnie szokujące - prawo do obrony swoich praw było w ówczesnej filozofii podstawowym przywilejem każdego człowieka, wszak gdy nie możesz bronić swych racji to tak jakbyś w ogóle nie miał praw.

Od starożytności lecąc aż po nowożytność, broń była podstawowym elementem stroju bogatego obywatela - każdy rycerz nosił miecz, a nawet wymuskany dandys obciążał biodro leciutką szpadą. Sztylet (o ile było go na nie stać) nosił prawie każdy średniowieczy mieszczanin (przydawał się w końcu przy posiłkach), a bogaty patrycjusz, bojąc się wszystko stracić, chadzał z pożądnym puginałem. Broń to codzienność.

Czym innym jest natomiast obnoszenie się z bronią. Kładzenie dłoni na głowicy miecza to albo obelga albo poważne ostrzeżenie. Dobycie miecza jasno sygnalizuje, że poleje się krew. Wg mnie, właśnie w takim momencie powinna zapalić się czerwona lampka i włączyć się te reakcje, o których mówisz - nieprzychylne spojrzenia, strach i interwencje stróżów prawa.

To trochę jak w stereotypowym teksasie. Każdy ma broń i dzięki temu jest bezpiecznie. Ale spróbuj ją wyciągnąć bez przyczyny, a zawtóruje Ci dziesięć innych.

Pozdrawiam

Nimsarn pisze...

Przepraszam że tak późno, ale Panie Michale myli się Pan. To nie Hitler pierwszy dążył do rozbrojenia ludności cywilnej. Przed nim był między innymi Napoleon a jeśli dalej szukać to się dokopiemy się do niemal mitycznego Cesarza Japonii który kazał przetopić skonfiskowaną broń w posąg buddy.

Ale abstrahując od tak drastycznych przykładów, Juliusz Cezar nie zginął od miecza, w średniowieczu obowiązywał Pokój Boży http://pl.wikipedia.org/wiki/Pok%C3%B3j_Bo%C5%BCy , a w jego pełni i schyłku miecz urósł do takich rozmiarów, że nie dało się go na co dzień nosić - bo woziło się przytroczonego do siodła. Rzecz zmieniła się dopiero w czasach nowożytnych gdy upowszechniła się moda na pojedynki i przeznaczona ku temu broń (rapier, szabla, szpada).

Wracając do życia codziennego, od starożytności istniał podział na broń bojową i cywilną (myśliwską np.). Praktycznie do XIX wieku każdy mężczyzna nosił przy sobie nuż, a to z prozaicznego powodu - służył on jako podstawowe narzędzie i zastępował wraz z łyżką sztuce. Zwyczaje te przeniknęły do elit. Stąd w wspomniany przez ciebie patrycjusz nosił przy sobie sztylet, tak samo czynił szlachcic na dworze, gdyż broń ta stała się symbolem męskości. Nie mniej trudno go zaliczyć do broni bojowej.

Może żeby jeszcze lepiej to zobrazować pozwolę sobie powrócić do wspomnianego patrycjusza, który na codzień chadzał z sztyletem, gdy wyruszał w podróż przypasywał kord, a gdy rozesłano wici stawał w określonym przez feudała rynsztunku.

nimdil pisze...

Jak można się skontaktować z autorem bloga? :)
Mam pytanie okołoŚcieżkowe.

Nimsarn pisze...

Właśnie to zrobiłeś, ale napisz jeszcze na adres nimsarn@o2.pl :D