24 sierpnia 2010

Trolla na ścianie bazgranie

Łoś się pyta: - Co u Trolla?
- Coś rysuje na dnie wora.
Bóbr mu, na to odpowiedział,
bo w tym worze długo... siedział...

Karnawał RPG#13 Ilustracje

Łoś zaryczał - O niebożę!
Ktoś lustracje czyni w borze!
Już kaczora z pór orwali!
Żab szukają mokrzy cali!
Wtem zakrzyknął niedźwiedź srogo
i na łosia łypnął wrogo...
I-lu-stracji żeście wzięli?
Czyście łosiu o ci...li?
Kto na żaby wam dozwolił?
Kto kaczora tak ogolił?
Toż karnawał znów jest w lesie.
Ciżba stroje różne niesie.
W tym i lustracje różne znosi.
O ocenę trolli prosi,
Te do tego nie są skore
- czasem uciec trzeba w porę.
Kaczor, dajmy dla przykładu,
to pokazał zdjęcie za...du.
Czym rozełził trolli wiele.
I zrobili mu wesele.
Teraz żabom opowiada
- być artystą, zła jest rada.

13-ty karnawał rozpisany został na temat ilustracji w publikacjach RPG ich roli jak i ich wyglądu. Sam mając za sobą "zilustrowanie" Ścieżki może podzielę się swymi wspomnieniami jak i spostrzeżeniami związanymi z tym wielce żmudnym procesem, skończę swój zapis omówieniem dwóch ilustracji gwoli przykładu.

Ogólnie spisywanie Ścieżki zacząłem mając już za sobą fascynację rysunkiem (Wówczas już zdawałem sobie sprawę, że nie zostanę drugim L'Royo lub L'Elmore). Pewnie, dlatego kilka ilustracji, które znacie z Ścieżki pochodzi z wcześniejszego od niej okresu (ciekawe czy zgadniecie, które to ;)). Powstawaniu pozostałych zaś towarzyszyła pewna prawidłowość: ich ilość wzrastała skokowo z każdym rozbłyskiem nadziei na "wydanie" podręcznika. Możecie to łatwo zaobserwować porównując jego wcześniejsze upublicznione wersje z ostatecznym dziełem. Jakoś tak perspektywa pokazania się szerszej publiczności poczucie bycia potrzebnym (jako rysownik) wpływa na mnie mobilizująco.

Większość ilustracji powstało w jednej technice - rysunek miękkim ołówkiem (B5). Przyznaję nie jest to spowodowane chęcią utrzymania klimatu ilustracji w jednakowym klimacie. To jest po prostu technika, w której czuję się dobrze. Aczkolwiek parę razy próbowałem też innych technik (mazak, kredki). Ostateczny wygląd ilustracje (większość) zawdzięczają, działalności imć Jagmina, któremu z niewiadomych mi bliżej (nie dochodziłem) powodów nie podobał się ich ołówkowy charakter. Skutkiem, czego, sobie wiadomą sztuką, upodobnił je do kolorowych kleksów (Jedną wręcz uznał za niegodną i usunął w ogóle, choć potem się tego wypierał. Poprawka syrenka zginęła  w trakcie transportu pocztowego nie z winy Jagmina). Ale trzeba mu to przyznać, że umiał je porządnie z tekstem ułożyć.

Ilustrując własne dziecko da się również zauważyć (ja u siebie zauważyłem) pewien rodzaju bezkrytyczny pęd. Objawiający się tym, że będąc świadomym małej ilości rycin dobrych wrzuca się wszelkie mniej lub bardziej udane bazgrołki. Przyznaje trafiło się parę Ścieżce. Mam nadzieję, że nikogo to nie odstraszyło :D.

Korzystając z okazji opowiem o historie dwóch wybranych rycin - mam nadzieję, że kogoś to zainteresuje.

Pierwszą ryciną, o której wspomnę, jak i jedną z pierwszych, które mogę z czystym sumieniem nazwać ścieżkową, jest rysunek orka z fabularyzowanego wstępu do podręcznika. Jest to moje bodajże pierwsze przedstawienie jak i w miarę dokładne wyobrażenie tej rasy, która (chyba o tym wspominałem) powstała z połączenia wizji orków z znanego szerzej gry komputerowej WarcraftIII i musiałowej wizji półorków rodem z KC-tów. Powstała ona w omawianej już przez ze mnie technice poprawiania szkicu miękkim ołówkiem. A przedstawia, jak już pewnie zdążyliście zauważyć orka imieniem Ger-zg, ex niewolnika najmującego swój potężny tasak każdemu, co dobrze zapłaci. Owa powstać, co się może wydać ciekawe powstała przed rysunkiem, jako drugoplanowy bohater jednego z testowych scenariuszy. W nim to ów Ger-zg miał być sługusem elfiego maga degenerata dybiącym na życie bohaterów graczy. Pamiętam wymyśliłem do tego nigdy nie ukończonego scenariusza bardzo klimatyczną scenę. W której rzeczony ork, po sterroryzowaniu właściciela i rodziny (kogoś przy tym zabił) karczmy znajdującej się w wielkim wydrążonym pniu dębu, czekał owinięty swym obszernym płaszczem na przybycie bohaterów. Po ich pojawieniu miał, wywracając ławy i stołki, rzucić się na nich z obnażonym ostrzem dopełniając dzieła zniszczenia. Scenariusz nigdy nie został do końca spisany, a postać wielkiego orka wykorzystałem w wspomnianej już wstawce fabularnej - z wiadomym skutkiem.

Drugą ilustracją, o której mam ambicję tutaj wspomnieć, jest przedstawione hojnie przez naturę obdarzonej wyspiarki, z nie tak małym mieczem. uczyniłem ją tą samą, co zwykle technikom, a przedstawia znaną wam, z fabularnego wprowadzenia do bestiariusza, Miriam. Tak tą krzepką dziewuchę, co to wzbudziła sensację u mego metalicznego przyjaciela swymi nagimi ramionami i mieczem w pochwie. O jej losach możecie się też trochę dowiedzieć z fragmentu opowiadania poprzedzającego proponowane przez zemnie zasady walki dwoma orężami - pojedynek z tancerką. Stała się też bohaterką mego nigdy nie dokończonego/spisanego opowiadania (mam go zapisanego w jakimś zeszycie). Powstałego w gdzieś w czasie rysowania (przed lub po nie pamiętam) owej ilustracji. W skrócie owe dziełko opowiadało o pierwszych chwilach wyspiarki na stałym lądzie. Pamiętam było coś tam o jakiejś intrydze możnych, wyznawców czarnego kryształu i jednym takim, co się w niedźwiedzia zamienił. Tak panna Miriam jest moim (Ścieżkowym) odpowiednikiem innej ognistowłosej piękności o imieniu Sonja. I muszę powiedzieć ze jest to jedna z moich ulubionych postaci :D.
Może na zakończenie dodam, że przypadkiem, gdy po raz pierwszy próbowałem swych sił w PBF na łamach serwisu Lastinn, jedna z graczy powołała do życia postać łudząco podobna do Miriam, znaną pod imieniem Seratia Marcescens ( Tor Zirael odezwij się, z chęcią bym jeszcze cię ugościł na któreś sesji).

Ech, rozmarzyłem się...
Pewnie bym mógł jeszcze nie jedno słowo powiedzieć o innych ilustracjach, ale nie chcecie tego przecież słuchać...

5 komentarzy:

Nimsarn pisze...

Wiem nie ładnie tak sobie komentarze wystawiać, ale...
W tekście powyżej przedstawiłem imć Jagmina w nieco krzywdzącym świetle. No przynajmniej postronny czytelnik może odnieś takie wrażenie. Wyjaśniam jestem niezmiernie wdzięczy jm Jagminowi za czas który Ścieżce poświecił , będą pod stałym wrażeniem jego kunsztu. A że złośliwa we mnie drzemie natura...

Szabel pisze...

Czyli szkic poprawiasz ołówkiem B6? A sam szkic czym?

Ta twoja się do Czerwonej nie umywa. :P

Nimsarn pisze...

Aleś jadowity się zrobił...
Szkic robiłem i robię nadal HB.

Sethariel pisze...

Dzięki za wpis!

Czarno-białe ilustracje mają coś w sobie. Są piekielnie inspirujące. Może to właśnie kwestia tej surowości. To samo mają niektóre filmy, zwłaszcza z lat 80-tych.

Nimsarn pisze...

Nie ma za co cała przyjemność po mojej stronie :]

Zgadzam się co do czarno-białych ilustracji i uważam że mechanizm jest w tym przypadku podobny jak przy patrzeniu przez dziurkę od klucza - zawężenie wizji pobudza wyobraźnię. Pewnie dla tego tak uwielbiam szkice Frazetty (nawet bardziej niż obrazy), Elmora i Royo oraz także Musiała :D