25 czerwca 2010

W poszukiwaniu przodków

Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, za siedmioma rzekami i siedmioma morzami, była sobie Dolina Kucyków. Dolinę Kucyków zamieszkiwały kucyki a wśród nich także kucyk imieniem Gałązka. Gałązka była dziewczynką. Miała zieloną sierść, białą grzywę, biały ogon i miała też mnóstwo przyjaciół...



Tekst ten jest próbą komentarza do wpisu Yubiego traktującego O opowiadaniu historii, w którym autor zaprzeczył jakoby opowieści były przodkami sesji RPG.
Wypada mi się zgodzić się z przedmówcą, że tzw. opowieści klasyczne, z jasno określoną rolą narratora i słuchaczy, nie są bezpośrednimi przodkami erpegowej sesji.
Tylko, że moim zdaniem przodkami są na pewno - w takim stopniu, jak pitekantrop jest przodkiem homosapiens. Rodzi się zatem pytanie: kto/co jest tym bezpośrednim przodkiem - owym brakującym ogniwem w teorii ewolucji RPG? 
Owo pytanie rozpaliło moje szare komórki, i pewnie gdyby nie własne doświadczenia w opowiadaniu histori nie zaznałbym spokoju. A wedle niego (owego doświadczenia) bezpośrednim przodkiem /protoplastom sesji eRPeGie są - bajki! Bajki opowiadane dzieciom przed zaśnieciem. Już, słyszę wasze słuszne oburzenie na takie pitolenie :D
Ale posłuchajcie mnie dalej. Z bajkami jest tak, że każde dziecko ma swoją ulubioną, jeśli się opowie jej kontynuacje (ci sami bohaterowie, ta sama krajina) twoży się serial. A jak jest serial, to prędzej czy puźniej kończy się inwencja.

Tak było i ze mną.  Dawno, dawno temu zaczołem córce opowiadać bajkę będącą w większym lub mniejszym stopniu kontynuacją animowanego filmu Małe Kucyki, którego była i jest wielką fanką.
Moje opowieści o przygodach kucyka Gałązki i jej przyjaciołach okazały się na tyle wciągające, że moja druga kobietka co wieczór zażądała nowych. Przyznaję zdażały się lepsze i gorsze - czasem żałuję że ich nigdzie nie spisałem...
Ale odbiegam od tematu. 
Otórz w pewnym momencie stwierdziłem, że nie będę sie silił na wymyślanie na poczekaniu. Tym bardziej, że córka coraz częściej ma wyraźne oczekiwania, co do nowej opowieści: a to że ma być nowy kucyk, a to że mają być Wiedźmy z Mrocznego Wulkanu, etc... Tak to zamiast szybkiego wymyślania co spotka kucyki zaczołem zadawać pytania córce:
- Co dziś słychać u kucyków?
- Kogo spotkały?
- I co było dalej?
- itd...
Owe pytania zadawałem w trakcie opowieści poprostu, beszczelnie pytając córkę o ciąg dalszy gdy mi się urywał wątek, wplatając jej pomysły do fabuły. Po prawdzie czasami narracje przerywała mi córka coś tam z własnej woli dodając. Tak właściwie moja rola ograniczała się do dbania, by rzucane przez córkę wątki spójnie złożyć w jedną całość. Tak to razem opowiedzieliśmy sobie bajkę a że się podobała powiedział mi uśmiech zasypiającego dziecka.

Ale poco ja otym mówię. 
Mówię bo myślę (Hej, kto to powiedział?), że tego typu opowiadane opowieści są bezpośrednim przodkiem sesji rpg (Nie znam nazwy tego typu opowieści, nawet nie pytajcie!). W praktyce brakuje tu tylko mechaniki, owego rzutu kostką, który pozwoli wprowadzić domyślnego narratora (ślepego losu) w krąg słuchaczy. Nawet się nie łudzę że ten typ opowieści odkryłem. Prędzej wyobrażam sobie grupkę młodzieży zebraną przy obozowym ognisku razem opowiadającą sobie straszne opowieści. Sami przyznacie że od RPG dzieli takie bajki tylko malutki kroczek.

8 komentarzy:

Jagmin pisze...

Hahaha, masz rację mości Nimsarnie. Z tym, że ciekawy jestem jaki mały kroczek masz na myśli, bo jeżeli mechanikę to powiem Ci, i wszystkim innym, że to często zbędny balast. Mechanika opowieści jest tylko ułatwiaczem a nie jej sednem, choćbyście nie wiem jak uwielbiali kosteczki. Nie jesteśmy już dziećmi i domagamy się twardych faktów, mimo, że tworzymy historie niepojęte dla postronnych. To daje nam właśnie mechanika, poczucie rzeczywistości świata gry. Jednak u podstawy leży beztroska radość z czystej opowieści i wpływu na nią. Po prostu, niezależnie od poziomu naszego zdziecinnienia nie jesteśmy już w stanie zadowolić się tylko bajkami i próbujemy w nich grzebać.

Nimsarn pisze...

Nie do końca się z tobą zgodzę mości Jagminie. Gdyż uważam że mechanika jest ważna. Bo prócz oparcia jakie daje prowadzącemu i grającym (albo tylko grającym) wprowadza element losowy, który również zmusza prowadzącego do improwizacji.

Jagmin pisze...

Ależ oczywiście, masz rację. Temu wcale nie przeczę. Jednak przyznaj, że musimy posiłkować się mechanikami bo nam dziecięcej fantazji nie starcza. Po prostu chcemy osiągnąć podobny stan innymi środkami.

Nimsarn pisze...

Nie tylko dlatego używamy mechaniki. Przez oparcie miałem na myśli nie tylko odwzorowanie fizyki świata, ale również stworzenie wspólnej płaszczyzny porozumienia miedzy graczami a prowadzącym. Mechanika buduje zaufanie.

Jagmin pisze...

Ale bajki robią to bez mechanik. Chodziło mi tylko o to że my sobie ułatwiamy utrudniając.

Szabel pisze...

Tya, to wychodzi na to, że niejedno indie jest bardziej "prymitywne" od typowych RPGów w których role MG i graczy wykrystalizowały się dużo wyraźniej i mocniej. ;)

Poza tym, polemizujesz z pobocznym elementem wypowiedzi Yubiego. Sednem jego notki jest zdanie:

> MG nie powinien opowiadać historii graczom, ale opowiadać historię z graczami.

Co swoją drogą przypomina twoje doświadczenia z córką. :)

Nimsarn pisze...

Ale Szabel o co ci chodzi? Oto że nie zgadzam się z pierwszym fragmentem tekstu Yurbiego? Bo z pozostałymi nie zauważyłem bym się nie zgadał - patrz mój komentarz u Yurbiego.

Szabel pisze...

Mówię tylko, że się uczepiłeś pobocznego wątku w jego wypowiedzi, a na początku, nie czytając wcześniej jego tekstu odniosłem wrażenie, że to polemika z całokształtem. Trochę mylące. ;)

PS. Jak się do sprawy mają zabawy w stylu "każdy dopowiada po kawałku historii"? ;>