30 września 2009

PKW: Czym jest dla mnie steampunk

Czyli co przez to rozumię i dlaczego tego nie lubię!

Wpierw rozpracuję sam enigmatyczny termin steampunk.
Otóż człon pierwszy owego terminu - steam (tłm. ang. para) - odwołuje się do dominującego źródła zasilania w opisywanym świecie. W tym przypadku pary. Suma sumarum wskazując na stylizację odpowiadającą mniej wiecej drugiej połowie znanego nam z historii XIX wieku, kiedy to nastąpił dynamiczny rozwój przemysłu opartego w znacznej mierze na wykorzystaniu kotłów parowych. Drugi człon - punk - odwołuje się w prostej linii do ideologii narosłej wokół jednego z nurtów muzyki współczesnej, zakładającej początkowo brak ideologii a w późniejszym okresie przyjęcie ideologii anarchistycznej.

Termin steampunk został ukuty na wzór sławnego cyberpunka, w którym pierwszy człon oznaczał nie tylko stopień rozwoju techniki/społeczeństwa i stylizację, ale także identyfikował system (rozumiany jako zespół powiązań występujący w danym społeczeństwie), z którym bohaterowie starali się walczyć i z tym kojarzony był ów drugi człon.

Tyle w gestii historii, zobaczmy jak to funkcjonuje teraz.
Obecnie termin steampunk funkcjonuje w świadomości ogółu jako etykieta wytworów fantastyki bazującej na stylizacji dziewiętnastowiecznej. Czy słusznie, pozostawiam ocenie czytelnika.

Czym za tem tak właściwie dla mnie jest steampunk.
Steampunk jest dla mnie jednym z odłamów fantastyki, z fabułą osnuta wokół podejmowanych przez bohaterów prób pokonania istniejącego w ich świecie systemu, który powstał/czerpie korzyści/wykorzystuje przemysł oparty o energię pary. Zasadzając się na zamachach anarchistów na koronowane głowy, walce przywódców zacofanych narodów z dominacją imperiów wykorzystujących parowy przemysł, niszczeniu maszyn przez fanatycznych obrońców starego sposobu życia, etc. Czyli steampunkowym bohaterem, lub też antybohaterem, będzie dla mnie: kapitan Nemo, walczący z przemysłową potęgą o wolność swojego narodu, dr Jackl próbujący naprawić zło świata, dr Frankenstein nie mogący pogodzić się z porządkiem świata, Karol Marks przeciwstawiający się powstałym na skutek uprzemysłowienia stosunków społecznych, Nedd Ludd atakujący maszyny jako takie, zrywający z konwenansami Van Gogh i na sam koniec Luigi Lucheni - zabójca cesarzowej.
Ale na pewno nie James Watt, lub Maria Curie Skłodowska, tych i im podobmych umieściłbym raczej po przeciwnej stronie barykady, jako budowniczych przemysłowego molocha.

Miłośnicy steampunka, albo właściwie steamfiction, ostatnio upajają się obrazami pseudoparowej techniki i quasidziewietnastowiecznej mody (że przypomnę takie obrazy jak Liga Gentelmenów lub Willd West), zapominając często o znaczeniu tego drugiego członu ich ulubionej etykiety. A przecież punk to walka/konflikt jednostki z systemem, z ograniczeniami przez zeń na nią nałożonymi, w imię równości, wolności, braterstwa, miłości do wszystkich ludzi i nieludzi też! Zaraz powiecie, że jestem romantykiem (nie wypieram się), przecież właśnie w okresie romantyzmu powstał steampunk. Powiem więcej romantycy byli pierwszymi punkami :D

I tu dochodzimy do miejsca, w którym powiem wam dlaczego nie lubię steampunka.
Odpowiedź jest prosta nie lubię dziewiętnastowiecznej industrializacji, z jej przeludnionymi miastami, wyzyskiem nieletnich, walkami klasowych, partiami politycznymi, epidemii gruźlicy, tyfusu i krztuśca. Nie lubię tej dziewiętnastowiecznej obłudy, tego odwracania wzorku od tego co brzydkie, brudne i biedne. Pewnie gdybym jakimś cudem znalazł się w XIX wieku byłbym jednym z najzagorzalszych steampukowców, należałbym do partii komunistycznej/albo anarchistycznej, uczył się podkładać bomby, wykolejać pociągi, napadać na banki. Albo uciekłbym od tego wszystkiego w kraj baśni śladem J.R.R. Tolkiena, C.S. Lewisa i im podobnych.
I chyba cały czas to robię...

6 komentarzy:

Aureus pisze...

Cholera, stary, właśnie mnie czegoś nowego nauczyłeś. Dzięki wielkie, cenny wpis.

Nimsarn pisze...

Cieszę się, że mogłem pomóc ;)

Spermo pisze...

Hej Nimsarn! Jak napisał Aureus, pouczający i odkrywczy wpis. Powiedziałbym, że bardzo steampunkowy w swojej anty-establishmentowości.

Zauważyłem, ze praktycznie każdy blog w ramach PKW ciekawie i świeżym spojrzeniem opisuje aspekt steampunka dotychczas pominięty w ramach konkursu. Fajnie by było zrobić z tego karnawał blogowy czy coś. Pozdrawiam.

Gonzo pisze...

Pomysł na wpis jest. Świetnie, ze trafia do młodych, więcej takich tekstów nam potrzeba. Szkoda jedynie tak na szybko spisany, wnoszę to z mnogości literówek. Chyba warto by rozwinąć go o kilka zdań, lub nawet drugą część. Pozdrawiam

Nimsarn pisze...

Pewnie, by było warto, ale nie wiem czy się jeszcze przełamię.
Czy szybko spisany, raczej nie - dwa razy do niego podchodziłem i natłok emocji i cisnących się tematów, nie pozwalał ułożyć się w znośną całość.
Myślę, że steampunk czeka jeszcze na swojego Trzewika, z Jesienną Gawędą na podorędziu.
A literówki, ech taką mam urodę, ale podobno styl to błąd - jestem stylowy :D

Szczur pisze...

Co do doboru bohaterów - cóż, trochę bardziej bym rozszerzył spectrum, ale może to kwestia lektury Victoriany - systemu skupiającego się na walce z niesprawiedliwościami klasowymi.