10 września 2009

Karnawału nuty przebrzmiałe


Karnawał trwa!
Goście co prawda posnęli, orkiestra poszła na wódkę z ogórkami, a ja nie mam dość! Nie potom szaty pstrokate nadziewał, wąsy cudacznie malował bym w kącie miał drzemać. Toż nadto kulasy raz w tan puszczone nie sposób zatrzymać, choćby się młódź bóżyła i panny srożyły, że im pięty deptam - pląsać nie przestanę!
Takom miedzy stołami cicho furkoczę, uchem łowiąc melodie pijackim snem nucone.

Karnawał#2 Wygrzebańcy

Zaprawdę wielem się zastanawiał, którego by tu trupa wygrzebać. Dylemat nie lada bo miałem ich trzy na oku. Pierwszym wspomniane Oko Yarryhadesa było, drugim nierdzewiejacy Mechwojownik i trzecim zbutwiałymi liśćmi przykryty Aphalon. I takto w zgóbnej wyliczance trzy palce uniosłem i na ostatniego padło - Aphalon świat księżycowego ostrza


Rzeczy ogólne - ogólnie znane
System wydany - ile to było - czternaście lat temu, na dalekiej północy w kraju gdzie więcej gryfów niźli trolli - w Szczecinie. Jest on na wskroś twardym fantasy opartym na najzdrowszych tego gatunku dziełach - czyli twórczości J.R.R Tolkiena i R.E. Howarda, choć i inszych mistrzów ślady też da się doszukać (np. Braci Grim). Podręcznik był wydany w miękkiej, szybko rozpadającej się oprawie, liczył 226 czarno białych stron - słowem standard w owych czasach. Gdy się zażyj za okładkę ujrzy się dwie osoby za to odpowiedzialne (autorzy) Dariusz Trepka i Arkadiusz Mielczarek. Z tym pierwszym niestety nie miałem przyjemności rozmowy ni współpracy, ot nie trafiło się. Drugi za to jest wielce otwartym człowiekiem skłonnym dzielić się swą wiedzą i pomysłami z każdym kto w jego progi za stuka (otem dalej).

System
- świat:

Jożem już wspomniał, jest to świat fantasy, ale nie byle jakie (choć laikom takie może się wydawać) to rasowe pełno krwiste - jak wołowy udziec - fantasy. Naznaczone piętnem legend Tolkiena i szowinizmem Howarda. Jego opis rozpoczyna przegląd filozofii świata - mitologia. Ogólnie dominuje na opisanym obszarze jeden system wierzeń, w którym naczelne bóstwo Stworzyciel opóścił swe dzieło pieczę nad światem pozostawiając Innym - klasycznej bandzie demiurgów (nieznam się na tym ale chyba to właściwe stłowo) - dzielącym swą władzę na typowe dla fantasy dziedziny (życie, przyroda, prawo, ciemność, kłamstwo itp.). Inne wierzenia zepchnięte są nieco na pobocze świata - ale to chyba dobrze.
Z dalszych storn dzieła dowiadujemy się kto zasiedla opisywany ląd. Tutaj też bez większych fajerwerków. Dominują ludzie, za nimi widzimy elfów, krasnoludy, karły i babołaki. Ten ostatni gatunek istot myślących jest dość charakterystyczny dla tego systemu i odpowiada opisem znanym z Gwiezdnych Wojen - wooke i kretopodobnych z opowiadań ASa. Prócz wyżej wymienionych gatónków grywalnych gracze na swej drodze spotkać mogą jeszcze tuziny inteligentnych istot ten świat zamieszkujących że by wspomnieć o jeżoludach, orkach, ograch, etc.
Same gatunki dzielą się na wiele nacji/ras elfów są trzy, ludzi koło dziesięciu - tak naprawdę każda nacja ludzka wzorem Howarda to inna rasa.
Dalej mamy opis krain bardzo plastyczny a krótki wielce pobudzający wyobraźnie. Mamy tu prawie pełne spektrum od dusznych dżungli, przez upadłe królestwa, wielkie cesarstwo, zaginione w lesie osady, po mroźne skały północy zamieszkałe przez dzikich barbarzyńców mających głupi zwyczaj naprzykrzania się sąsiadom. Co ciekawe wśród ludów zamieszkujących dostępny graczom ląd jest również kraj obudzony tchnieniem Niponu. Słowem można i pograć w fantasy honorowym samurajem (przypominam w 1995 roku nikt w naszym kraju nie śnił o jakiś pięciu legendach wpisanych w kręgi).
Po opisie krain znajdziemy króciutki opis kilku najważniejszych organizacji, z których na pierwszy plan wybija się Bractwo Czerwonego Skorpiona, którego członkowie, niczym znani tu i ówdzie, wedźmini wspomagani magią przysięgają walczyć z stworami ciemności.
Następnie mamy krótki rys historyczny, który choćby wydawało się to niemożliwe dodaje jeszcze kolorytu.
Na końcu całego podręcznika zamieszczono, jak zwykle za krótki, aczkolwiek wyczerpujący bestiariusz, który niestety pozbawiony jest ilustracji. Co nadrabia opisami. Przedstawione w nim stwory na pozór wydają się typowe dla światów fantasy ale przy bliższym poznaniu, potrafią zaskoczyć.

- mechanika:
Rodzynek, łyżką dziegciu zwany. O ile opisany świat z czystym sumieniem mogę polecić każdemu na wzór, to mechanika ma tyle defektów co i zalet. Ogólnie jest to autorska przeróbka mechaniki znanej nam z AD&D. Czyli o powodzeniu większości akcji decyduje rzut kostką dwudziestościenną. Przy czym niższy wynik, tym lepiej. Po swej matce mechanika odziedziczyła również: efekt spuchniętej 18 (rzut procentowy przy takim wyniku) i umiejętności główne (rozliczane procentowo - np. kradzież, skradanie się, etc.) . Do innych jej defektów zaliczyć można: oderwany od reszty mechaniki system umiejętności życiowych (cechy nie mają wpływu na wynik testu owych umiejętności), sposób testowania atrybutu manewry, rozliczanie obrażeń (głownie przez nie właściwe wyjaśnienie jego działania - o czym dalej), nie do końca zgłębiony system awansu i również nie dość dobrze wyjaśnioną magię. In plus zaliczyć można: system wzbogacania postaci (punktusie) i w miarę prosty system walki.
Dobrze również wspominam tabele trafień krytycznych jak i tabele pochodzenia.
System tworzenia postaci w zasadzie wspominam również dobrze. Każdy może wybrać wśród dziewięciu klas procesyjnych a ten wybór decydował będzie o losowaniu atrybutów. Jednie klasa "awanturnika" budzi moje zastrzeżenia będąc, moim zdaniem, przepakowana (łączy w sobie zalety złodzieja, łowcy i wojownika).


Wspomnienia
Aphalon ukazał się w mrocznych dziejach mojego hobby. Sam jeszcze nie grałem a byłem już sfrustrowanym posiadaczem Warhammera. Słowem gdy się pojawił na półkach moja poznańska dusza zakazała mi go kupować. W ten oto sposób nie załapałem się na młodzieńcze lata systemu. Z daleka czytając niezbyt pochlebną recenzję w MiMie i zrzędliwe relacje zawiedzionych.
Szczęśliwie kilka lat później na jednym z odbywających się cyklicznie pod moim zielonym pagórkiem Bachanalii wpała w moje szponiaste łapki owa czarna księga - po bardzo okazyjnej cenie dwudziestu kilku złotych. Uradowany tym faktem zaraz za czytanie się zabrałem. Wynik był tego taki żem zaraz zarzucił uprawiany do tej pory kult młota i z entuzjazmem zabrałem się za zwiedzanie nowego uniwersum. Pamiętam zwłaszcza jedną sesję, w której chcąc podbudować graczy za przeciwnika wybrałem im nieumarłe szkielety. Zaznaczam że przedtem grywałem jedynie w Warhammera, a tam te żałosne istoty, zwykły cięgi zbierać od byle łachmyty. I jakież było moje i graczy zdziwienie gdy nie dość, że oni trupowi rady nie dali, to on za to im dał, tak że tylko jeden z życiem uszedł.
Zakochałem się w tym systemie i pewnie gdzieś w zakamarkach serca ta miłość się jeszcze kołacze. Tymczasem głuchy będąc na nawoływania graczy ku młotkowi, przy swoim stałem (nigdy tego nie róbcie, bo graczy stracicie!).
Nic zatem dziwnego, że gdym dostęp do sieci swobodny otrzymał, zaraz za poszukiwaniem sobie podobnych się udał. Tak oto trafiając na stonice
Moorholdu, gdzie grono sobie podobnych znalazłem. A wśród nich i samego autora, przesławnego Arkadiusza M. Tam ciepło przyjęty zaraz żem się dowiedział jak naprawić błąd obrażeń (kto by przypuszczał, że w podręczniku zapomniano dopisać kilku wyrazów, które łączyły skuteczność broni z pewną tabelką), oraz co znajduje się za wielkimi górami na zachodzie. Wkrótce też dowiedziałem się tam o planach rozpoczęcia prac nad drugą edycją systemu. Nie czekając wiele zaraz się na to zapisałem - w charakterze grafika, ale bardziej byłem znany jako malkontent ;)

Respiratorium
Tak oto rozpoczęło się trupa ożywianie, choć ów wówczas martwy nie do końca był.
Na początku warto zaznaczyć, że prace nad A2, jak nazwaliśmy roboczo drugą edycję, nie były pierwszą próbą naprawy systemu. Kilka lat wcześniej wspomniany wyżej autor opublikował roboczą wersję drugiej edycji na portalu Kamienny Smok - gdzie do tej pory można ją znaleźć. Tym razem jednak za podstawę miały posłużyć zasady innego autorskiego (tego samego autora) dzieła. Prace rozpoczęto na tajnym forum na Moorholdzie - gdzie w dalszym ciągu ono zamknięte straszy. Początkowo A2 miała uwzględniać też krainy "za górami" ale ostatecznie ten temat porzucono, jak wiele innych zresztą. Towarzystwo zebrało się dość licznie, co wywołało dość pokaźną burzę pomysłów. Niestety prace utknęły w teoriach mitologicznych i sporach mechanicznych. Z biegiem czasu coraz więcej "pracowników" zauważało, iż A2 bardzo daleko odchodzi od ich wyobrażeń na temat pierwowzoru. Zaczęła się cicha rejterada. Wkrótce na placu boju pozostała garstka, którą łatwo opanował defetyzm. Skutkiem czego pra-autor wraz z najbardziej zaangażowanymi jednostkami zamknął się i znikł.
Równocześnie z rozpoczęciem prac nad A2, aktywność na forum jedynki zamierała, by w końcu ustać zupełnie (jeszcze jedna bajka o tem, jak to elitaryzm zabija fandom). Pod koniec jednak prac nad nową edycją stare forum ożyło, gdyż co poniektórzy "tfurcy" nie do końca chcieli jego zagłady. Z tego właśnie okresu pochodzi moja pierwsza karta postaci do Aphalona. Oraz parę innszych pomysłów. Wszystko jednak wkrótce zamarło.
Potem gdzies koło września 2007 roku niejaki AVE rozpoczął krucjatę na rzecz ożywienia aphalonowego trupa. O dziwo odzew był dość pokaźny. Jednak niemal od razu zarysował się podział na staroaphalonowców, chcących prostego ożywienia/odmłodzenia systemu i na grono wspierających A2. Pomysłów było mnóstwo, niektórych całkiem dobrych - takich jak S.O.Sy, (który to pomysł adoptowałem następnie do Ścieżki). Niestety zapał minoł, formum na powrót trawą porosło.
Jakoś rok temu zainspirowany słowami Jarla, nieśmiało rzuciłem pomysł, by reanimacje zacząć od ostrych cięć w A1. Pozbywając się tym samym bagażu umiejętności. Pokazałem wówczas nawet sporządzona na tą okoliczność drugą kartę postaci do Aphalona. Idea moja nie znalazła jednak zrozumienia, brutalnie zbita, uległa przewadze.
Na dzień dzisiejszy ze smutkiem muszę przyznać, że system jest martwy. Czasami tylko na forum błyśnie jakieś pytanie - ale jak zwykle pozostaje bez odpowiedzi...
Mimo wszystko mam jeszcze nadzieję, że kiedyś w końcu komuś uda sie postawić na nogi "Księżycowe Ostrza".

PS. Korekta poprawionej Ścieżki dobiega końca (jest przeglądana od strony edytorskiej przed wysłaniem do drukarni)!

* - zdjęcie okładki pochodzi z serwisu Poltergesit.pl udostępnione na licencji CC

9 komentarzy:

Ojciec Kanonik pisze...

"Spuchnięta 18" - hehe, ale fakt, nigdy nie rozumiałem po co Gygax ją tak spulchnił (tzn. poza tym by było więcej modyfikatorów i powergaming). Games Workshop zrobiło w AD&D procenty przy każdej z cesze, coby śmieszniej było. ;)

Aphalon kojarzy mi się nawet dobrze, szkoda, że tak szybko zszedł i nie miał więcej wsparcia co do świata, bo mechanika i tak była zbyt napakowana detalami. Może kiedyś 2E...? ;)

Nimsarn pisze...

Na Moorholdzie przed przenosinami, była cała stronka poświęcona Aphalonowi. Mnóstwo fanowskiego materiału, o różnej gramaturze. Ale prawdziwą perłą były, wspomniane przez już opisy świata na zachód od "Dzikich Gór". Niestety zaginęło w sieci...
Arku jeśli mnie czytasz - wróć.. tfu wrzuć nam to z powrotem!!!

Jakby nie patrzeć w pewnym okresie procenty stały się bardzo modne (patrz Rollemaster :D)

neurocide pisze...

Był jeszcze plan udostępnienia za free tej jedynej wówczas edycji. Podjąłem się poskładania skanów do PDFa - dostałem 10 pierwszych stron, poprostowałem co trzeba, ale niestety więcej ich już nie dostałem. Też szkoda.

Żal deż mi dupę ściska, że Aphalon stracił tamtą stronę na Moorholdzie - pojęcia nie mam czemu, zresztą, z AD&D 2 ed oraz chyba Cyberpunkiem 2020 stało się to samo. Też szkoda.

Co do Aphalonu to mam miłe wspomnienia - mial to być pierwszy system fantasy, który miałem prowdzić - zanim zagrałem, kupiliśmy jednak Warhammera.

Potem prowadził to kolega z klasy. Później jeszcze mój dobry przyjaciel - było tam kilka fajnych sesji.

Nimsarn pisze...

Na PDF-a jest rada.
Wczoraj buszując za materiałami do wpisu trafiłem na stonkę:
http://aphalon.neostrada.pl/Aphalon.pdf
Pełny skan pierwszej edycji - bardzo bajtożerny.

Ojciec Kanonik pisze...

Ale po co PDF, skoro podręcznik trafia się czasami na Allegro?

Nimsarn pisze...

Nie wiem, ja tam wolę papier :D
Ale neurocide wspomniał, to dałem co znalazłem ;)

neurocide pisze...

Wiem, że są Aphalony na chomikach i innych takich. Wówczas jednak chyba jeszcze takowych łatwo dostepnych nie było. Plan za zgoda autora przwidywał wydanie tego za free, z jego blogosławieństwem, pod szyldem Moorholda - jak na tamte czasy i polskie realia pomysł był rewelacyjny i legalny.

Arek pisze...

Tutaj Arkadiusz Mielczarek

armiel@interia.pl

Do kontaktu :-)

jak widać - nadal jestem.

Arek pisze...

Jak widać żyję.

Arkadiusz Mielczarek

Jakby coś - kontakt na armiel@interia.pl

Materiały jeszcze mam :-)