26 września 2009

Karnawałowe zadumanie


Jużem znużony samotnym dygotaniem, na stole się rozsiadłem co lepsze kąski w misie wypatrując. Wtem ruch jakiś na orkiestrze - ktoś nowy zasiadł do pianina, nowe cuda czynić poczyna. Melodię dziwną obudził, taką co po lasach nocą świętojańska się niesie. A o takich Mame nie raz mówiła " synuś nie trza słuchać, uszy zamykaj, bo cię ułapi i w licho poniesie". Tem czasem grajek, jednak widać znał się jak nikt na robocie, bo i goście ledwo obudzeni w tan chochołowy powiedli. A i sam ja już teraz to wim że długo opierać się siły jej nikt nie ma, bo i moje nóżki żwawo podskakiwać zaczynają, półmiski z ławy stącając.

Karnawał#4 - Ulubione realia.

Przyznam się temat mie ubódł, zmusił do refleksji - widać prowadzący to wprawny gracz.
Rozmyślałem długo a wynikiem czego są te oto dwie inspiracje.

Wyprawa w Fantasy
Zawsze miałem duszę podróżnika i można by tak rzec od młodzieńczych lat czułem zew drogi (by nie powiedzieć Ścieżki :D). Ci którzy choć raz poczuli nieodpartą chęć rzucenia wszystkiego i ruszenia przed siebie znają to uczucie. Myślę, że właśnie przed czymś takim przestrzegał stary hobbit Bilbem zwany.
Ale wyprawa to nie tylko zew - powołanie, ale też wór emocji które nam w niej towarzyszą. Ta mieszanina ciekawości, strachu przed nieznanym, wiary w własne siły, samotności. Co lub kto zastąpi nam drogę za tym lub tamtym zakrętem, pniem, pagórkiem.
Osobnym tematem, zdają się być przygotowania do drogi - Jak to piszę przypomina mi się scena z filmu Commando - ta orgia suwaków, zamków błyskawicznych, zatrzasków i broni. Hehe niby to może i tak wyglądać, ale czasami wyruszamy z "gołymi" rękami zdani tylko na siebie i jest nam z tym piekielnie dobrze.
Dlaczego Fantasy?
Odpowiedź jest prosta, gatunek ten zwykł nawiązywać z reguły do czasów gdy świat nasz, albo i nie nasz, nie był tak stary jak dziś. Do czasów gdy o wiele więcej zależało od jednego człowieka od jego rąk, nóg i rozumu. Czasów w których każdy jeśli tylko miał na tyle odwagi mógł stać się kowalem własnego losu. Porzucić swą chatę, rodzinę, sioło i w dalekim świecie spróbować być kimkolwiek - nawet królem jeśli tylko zechcę. Przyznajcie, wszyscy do tego po trochu tęsknimy.
Światy Fantasy mają dodatkowo tę świeżość, że dla nas ludzi trzeciej planety od słońca, są dla nas obce. Nigdy pewności mieć niemożna co się kryje w cieniu tego parowu, lub czyją muzykę usłyszymy w lesie. Słowem w Fantasy wszystkie te emocje, o których wspomniałem odmalowane są w jaskrawszych kolorach.

Człowiek w maszynie - Mechwojownik
Do opisania tego wątku, choć długo o nim myślałem, przekonał mnie ostatecznie wpis smartfoxa o wojnie. Tak i tu mamy armie i wojnę ale i coś więcej.
No więc co mnie tak fascynuje w świecie Battletecha?
Na to pytanie, wbrew pozorom trudno jest odpowiedzieć, ale myślę że właśnie próba zachowania siebie, konfrontacja zwykłych ludzi z maszyną, próba przetrwania w niej lub wbrew niej, a czasami i bez niej - odwieczne pytania kim jesteśmy i ile jesteśmy warci.
Do rzeczy, mamy tu z jednej strony zwykłych zdało się ludzi podległych wielkiej maszynie zwanej armią. A co się z tym wiąże, cały ten stafasz funkcji, dystynkcji i mundurów. Wzajemnych relacji, podległości, rozkazów, honoru, zbrodni i braku odpowiedzialności. A między tym wszystkim mamy człowieka, który próbuje na przekór temu być sobą, często nożem wykrawając dla siebie potrzebną przestrzeń. Czy będzie nią zdjęcie ukochanej, dzieci, czy jawne podeptanie regulaminów w stroju - zachowaniu.
Z drugiej strony mamy tego samego człowieka na wojnie. Wojnie, z całą jej zimną codziennością, okrutną prawdą o kruchości świata. Czy nasz bohater wobec niej również pozostanie sobą?
Powyższe pytania właściwie można by było zawrzeć w wypowiedzi Smartfoxa odnośnie wojny jako takiej jaką znamy, ale tutaj dochodzimy do drugiego członu naszej inspiracji - Mechwojownik!
Czyli pilot ponad dziesięciometrowej maszyny, uzbrojonej w wszystko to, co potrzeba by ludzkie osady zamienić w piekło. Czyli również maszyna, tym razem realna, namacalna (przynajmniej dla naszego bohatera) pachnąca smarem, rdzą i ozonem. Co ona, dla niego oznacza, jaki wpływ ma na jego psychikę. Na pewno ogarniające poczucie mocy i wyższości (polecam pierwszą misję komputerowej gry Mechwarrior3 - najlepiej oddaje to o czym próbuje teraz powiedzieć) kilkadziesiąt ton broni i stali gotowych spełnić nasze najbardziej brutalne zachcianki.
Ale wystarczy przecież, by nasz "młody bóg" stanął przeciw sobie podobnym. Cały ten blichtr mocy pryska jak bańka mydlana i nagle okazuje się, że o być albo nie być decydują ułamki sekund.
A jeszcze gorzej jest, gdy zostaniemy przyłapani przez świat poza - bez swej stalowej skorupy. Role się odwracają, teraz to my jesteśmy planktonem wojny nie jej panami.
Na uboczu pozostają jeszcze spoleczne aspekty bycia częścią elitarnej kasty mechwojowników. Mechy będące ucieleśnieniem przekazywanej przed wiekami z ojca na syna broni i zbroji, stały się jak dawniej gwarancją szlachectwa, majątku i oznaką ciążącego na nas obowiązku jednocześnie. Kim bez nich będziemy? Co się stanie z naszym domem, rodziną gdy ich zabraknie?
No ale Mechy to nie jedyne maszyny, od których w czwartym tysiącleciu jesteśmy uzależnieni. Są przecież jeszcze te wszystkie urządzenia, których działanie pozwala nam po prostu żyć. Czyli począwszy od prostej maski pyłowej, przez stacje uzdatniania/pozyskiwania wody, po najbardziej skomplikowane systemy podtrzymywania życia odległych koloni. To wszystko tez może się zepsuć, a częściej dzięki naszej działalności jest niszczone.




2 komentarze:

Seji pisze...

Dzieki! Dodane. :)

BTW gdyby nie RSS to bym nie wiedizal. Wiem, ze marudze, ale prosze, podrzucajcie linki. :)

Jagmin pisze...

Gadasz jak weteran. Nie samą walką człowiek żyje ale w systemie o wojnie jest to nieuniknione. Podoba mi się twoje "zdrowe" podejście do sprawy. Jestem na TAK.