17 sierpnia 2009

Karnawałowe wspominki Trolla spod cegły


Wracając niedawno z letnich wojaży języka z kładki mojej zasięgnął. Chłop blady był i z przyciśniętym językiem niewyraźnie mamrotał. Alem się najważniejszego wywiedział - Karnawał trwa!!!

Takom szatki strojne przywdziewam, ciżmy czerwone nasuwam - co je zeszłej wiosny z jednego cudaka wyzuł - pazury przycinam i w tan dziki się puszczam.

Karnawał#3 Niezapomniana sesja...

Wiela ich było i większość pamiętam, ale jeśli wybrać mam którąś, to zabiorę się za tą siwo-rudą.
Miała ona miejsce już niestety w schyłkowym mego grania okresie, a oparłem ją na przedpotopowym Oku Yarryhadesa, wspominanego tu i ówdzie z wielką atencją ASa. Świat był nieistotny (wymyślony/autorski), ważne że było to rasowe fantasy. Była ta przygoda jednostrzałowa, liniowa na wskroś, ale radochy przy niej miałem wiela.

Przygotowania...
Bardzo dobrze je sobie wspominam. W założeniach miała to być sesja prosta (jak drut) mająca głębiej pogrążyć pewną osobę (kogo okaże się dalej)w erpegowej otchłani. Stąd wybór systemu i ramy settingu jak i sam układ scenariusza. Słwem od początku miałem dość luźne podejście do tematu - nic ambitnego (nie żebym sam się okładał - co to, to nie). Jednym z inspiracji była wakacyjna wycieczka do Gołuchowskiego Zamku, w którego parku utkwił mi szczególnie widok rdzewiejących kasztanowców. Atmosferę twórczą spotęgowałem dodatkowo odtworzeniem sundtrucku Braveheart'a i The Last Mohicans - polecam. Dodatkowo w trakcie pisana/wymyślania koncepcji zająłem się spisywaniem przykładowych postaci - bardzo to stymulujące, a i wzbogacić setting potrafi - również polecam. Zawsze to szybciej się do gry zasiada, gdy nie trzeba na nowo bohaterów tworzyć, miast tego każdy może sobie coś wybrać. No i biblioteczkę npcetów gotową ma się :D

Drużyna...
Prócz mnie (prowadzący misio) do stołu zabrałem dwójkę mych braci i dziewczynę wówczas swoją (obecnie żonę) Iwonę - jej osoba była niczym powiew świeży w zatęchłym wychodku, gdyż styl i zachowanie braci znałem ci ja na wylot . Słowem była jedyną niewiadomą drużyny - grała ona złotoloką elfkę, młodą, wóz swój posiadającą, dobrze łukiem i magią władającą. Prócz niej brat mój Piotr, zimny drań i pragmatyk - jak zwykle wojownika ze skłonnością do rozboju i mordów czynienia się wcielił. Trzecim graczem był brat mój drugi (choć w kolejności starszeństwa to on czwarty był choć nie ostatni) Jerzy, który gnomem sprośnym lekko życie traktującym (na równi swoje jak obcych) z halabardą wielką na tę wyprawę się udał. Tle o drużynie...

Przygoda...
Rzecz się miała około września, kiedy kasztany rdzą się oblekają i chłód lasy powoli wypełnia. W karczmie, co przy brodzie stoi, w miejscu gdzie brzeg skalisty, a wysoki pęka drogę ku północy puszczając. Wieczór, goście licznie w izbie zgromadzeni czekać muszą, aż wody deszczami letnimi wezbrane opadną. Pełno tu pijanych tubylców, dzikich, a sprośnych, co to zwykli skórami z drobiazgu zdartymi handlować. Kilkuinszych kupców, z przyległościami - wśród nich drużyna - i jeden łachmaniarz, co to lżony bity i popychany końcem do bohaterów naszych trafił. Tam osobom przypadkiem przy jednym pieńku siedzącym (drużyna się nie znała), księciem elfów się objawił i za odnalezienie "kuzynki" góry złota obiecywał. Za pieczęć swych obietnic mając broszę srebrną, szmaragdami wysadzoną, posiadał i okazać jej nie omieszkał. Jak to tylko uczynił, zaraz jakoś właścicieli cacka tego się namnożyło, gdyż butni traperzy o "swoje" upomnieć się nie omieszkali. Słowem na nielichą burdę się zanosiło.
Przyznam się robiłem celowo to, by drużynę scementować, krwią niewinnych związać, ale na niczem plany moje spełzły... Otóż drużynowy elf, lepszej płci, magię swą objawił i wszystkich co to wówczas w karczmie byli snem błogim położył. Budząc tylko wybranych. Efekt ten sam, drużyna się poznała, ale już smak nie ten i kruchość większa.

Końcem od sponiewieranego elfa bohaterowie wydusili, że "kuzynkę" swą, zostawił on w czeluściach starej kopani, co to w borze kasztanowym wgórze rzeki tkwi - dzień drogi z okładem. A że już po południu było to i im nocować w borze przyszło. Miało to miejsce w opuszczonej przez górników wiosce. Tam to nowy problem się objawił. Uciekając ze snem zmożonej karczmy nikt o wiktuałach nie pamiętał - głód im w oczy zajrzał. Doszło na tym polu do sprzeczek i wuj wraz z gnomem elfce zjedzeniem jej kuca zagrozili. Ta jednak tonu nie gubiąc płaczem się zaniosła, tako serca twarde niecnym wojom zmiękły. - Dziewczę wówczas po raz wtóry nas zaskoczyło, taką czynność deklarując, że ręce nam wilkom żelaznym opadły. I tak to głodem przymierając wszyscy posnęli wycie niedalekie słysząc.

Dnia następnego gdy posłania porzuciwszy ścieżką ku kopali ruszyli, w zawczasu zastawioną pułapkę łapy swe wetknęli. Otóż przy wtórze Elk hund w kasztanowym borze, wysoką paprocią porośniętym przez stado wilków bladookich napadnięci zostali. Ćmy szare rdzą paproci przemknęły, miecz wilczą krwią nabiegł, halabarda z furkotem powietrze cięła i łuk elfi radośnie cięciwą śpiewał. Leśni łowcy sromotnie pokonani z ogonami podwiniętymi umknąć musieli. Droga do kopali otworem stała. - Scenę tę perfidnie zaplanował, by ostrzom, w pochwach duszonym, dać wytchnienie - udało się :D Wydarzenie to energią znów napełniło towarzystwo.

Zakończywszy rozprawę z wilkami wycieczka nasza szybem starym w głąb pagórków pomknęła. Tam w jednym z przodków wilczycę zakuła (chyba? nie pamiętam...) szczeniaki ostawiwszy. U wylotu ,w głąb mknącego szybu ,szczelina wielka się znalazła, przez którą pień wielki był przerzucony. Na jego drugim końcu w drgającym świetle kaganków, u stóp starożytnego portalu siedział mąż rosły, łysy, modą barbarzyńców, pysznie tatuowany. On to przy wtórze sundtrucku Bravehearta, drużynę spostrzegłszy w milczeniu wstał, dzikimi malowidłami umorusane mięśnie swe pokazując, dzierżąc włócznie srogą, na pień wkroczył. Znak dając, że droga tylko jego trupem wiedzie. Sprawa potoczyła się tak jak przewidywałem, wpierw jeden z wojowników na pień wkroczył (gnom!). Walczył dzielnie ale gdyby nie eflia strzała pewnie na dnie przepaści by skończył. - Scenę tę również zaplanowałem, by honor bohaterów wypróbować. Elfka tym razem mnie nie zawiodła, pojęcie o nim mając znikome :D

Dalej nasi cni poszukiwacze do rozwidlenia doszli, poznając że i charakter podziemi się zmienił bardziej teraz przypominając starożytną budowlę niźli cierpliwymi dłońmi szyb żłobiony. W komnacie po lewej stronie, w której ołtarz kamienny był przed pomnikiem kamiennej damy z wielkim szafirem na padąłku złożonym, znaleźli maga chudego. Ten widząc drużynę walczyć chciał ale szybko sczezł. W pomieszczeniu po prawej kilka klatek stalowych rozwieszonych nad przepaścią znaleźli. A w jednej z nich elfkę nagą, cudnej urody (rzeczona "kuzynka" to była). Szlachetni wpierw dziewczę ratować pospieszyli ino z rozwiązaniem jej wielce się ociągali. Pewnie gdyby nie krępująca obecność własnej elfki tego by w ogóle nie dokonali :D
W pomieszczeniu z ołtarzem, za to chciwości pofolgowali za podważanie szafiru się biorąc. Ale ledwo go tknęli, z kurzu i pyłu wilkołak śnieżnobiały powstał, by bronić własności bogini. Walka była krwawa, cudem śmierci spod pazurów umknęli, bestie pokonując, skarby rabując. Prawdę powiedziawszy ów wielki kamień dostał się we władanie ludzkiego wojownika.

Powrót już spokojny mieli, ale nocując w ruinach wioski, ów wojownik sny niepokojące o Śnieżnej Pani mieć zaczął, czując głód i bestię w sobie (taka zahaczka na przyszłość). Karczma ich elfim zastępem przywitała i książę, za ocalenie "kuzynki", dobrym złotem sypał.

Na tym przygodę zakończyłem.
Przyznaję końcówkę musiałem spłycić - czego żałuję. Również nie udało mi się więcej tej drużynie przygód prowadzić za czem bardzo tęsknię - bo to nie z mojej, lecz czasu winy...
Tylem spamiętał....

7 komentarzy:

smartfox pisze...

Ot te elfki kuszące :).
Dzięki wielkie za udział.

Nimsarn pisze...

Nie ma, za co... Tę sesję zapamietałem po prawdzie z dwóch powodów - klimatu i zaskakującego działania lubej :p

smartfox pisze...

Kurcze coś w tym jest. Cóż moja małżowinka dwukrotnie mnie zaskoczyła, popełniając swoją postacią samobójstwo. I nie było to w L5K.

MidMad pisze...

Zaiste, mości Trollu, godna spamiętania i spisania dla potomności wyprawa to była! Iście karnawałowa fantazya!

Nimsarn pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Nimsarn pisze...

Łaskę mi wielką o Pani swą obecnością czynisz.
Sługa i niewolnik twój.
(hehehe żonka bloga nie czyta mogę pofolgować):D

MidMad pisze...

Kota nie ma, myszy harcują, ha? ;)

A ofertę niewolnictwa w swej pamięci zakarbuję!