2 kwietnia 2009

Kolory - podstumowanie

Księżyc srebrną poświatą zalewał ogród. Pachnące cynamonem i kolendrą silne dłonie tłamsiły kłębiące się na jej karku pukle. Pieczysty zapach przygotowywanych w pobliskiej kuchni potraw, miękkość wilgotnych ust i kipiąca pod skórą młodego kuchcika żądza purpurową mgłą tłamsiły jej świadomość, rozkosznymi zawirowaniami odbierając wolę. Chłopak niespodziewanie przerwał namiętny pocałunek, chciwie łapiąc powietrze, błądził wzorkiem w wzdłuż gładkiej szyi dziewczyny w prost ku szybko unoszącym się półkulom. Zaskoczona z trudem łapiąc równowagę omal nie upuściła wysuwanego właśnie z sakiewki klucza. Szczęściem pachnący ziołami młodzian pochłonięty widokiem cudownym widokiem pełnych usiłujących się wydostać z krępującej je sukni piersi, niczego nie zauważył. Odzyskując zimną krew, energicznym ruchem wtuliła twarz chłopca między rozpalone wzgórza. Dotyk kilkudniowego zarostu na delikatnej skórze odbił się rozkosznym dreszczem wzdłuż kręgosłupa.

I stało się, cztery kolory Ścieżka już posiada, ale tęcza ma ich aż sześć. Z drugiej strony im głębiej w las tym więcej drzew i trudniej się je liczy. Łatwiej przez omyłkę w kółko macać ten sam pień. Słowem na razie robię dłuższą przerwę w kolorach na poszukiwanie inspiracji.

A teraz kilka słów od siebie, jak widzę owe kolory.
Najczęściej pisząc scenariusze, sosy i w ogóle myśląc o Ścieżce trafiam w drugi kolor .
Bycie z żonką wyciska piętno na osobowości. Ale to nie tylko jej wina, sam uwielbiam prozę Petera S. Beagle, który lubuje się w obrazowaniu życia zwyczajnego, całkiem nie zwyczajnego świata.

Za to wrodzony wstręt do infaltyności i krytycyzm wpojony przez matkę sprawia, że nie unikam trzeciego koloru. Ale lubię wplatać w niego tzw. wyższe uczucia, które zwykle płoną jasno jak słomki na wietrze, ale też równie krótko. Wątpię jednak czy zobaczycie go u mnie w czystej formie (której po prostu nie ma), chociaż jak będę miał zły dzień - kto wie.

Pierwszy kolor, to moje marzenie - nie wiem czy kiedyś uda mi się coś tylko w nim napisać, ale starać się bedędę i pewnie przeżyję nie jedno rozczarowanie, ale co tam. Za to z rysowaniem w tym kolorze nie mam żadnych problemów - wręcz przeciwnie, samo tak jakoś wychodzi mimo usilnych starań :D



No i pozostał kolor czwarty. Moim zdaniem najmniej udany - ale taki i też są potrzebne. Najwięcej się o nim rozpisałem a wychodzi na to że najmniej go lubię. Przyznaję że nie lubię się bawić w religię - dla mnie to śliski temat. Ale niektóre barwy tego koloru lubię i choć nie ujrzycie go w pełnej krasie, to będzie on przebijał gdzie niegdzie.

No to by było na razie tyle. Mam ambicję opisać przynajmniej jeszcze dwa kolory, ale czy mi się uda...
A propo rysunku - jest to jedna z nielicznych prac, które można potraktować jako próby zastosowania kolorów - jak widać nie jestem w tym najlepszy (córka jest w tym o wiele lepsza sic!).

Brak komentarzy: