12 maja 2017

Arkadia wypływa na szersze (grubsze?!) wody

No i masz ci los, jestem giętki leszczu i dałem się przekonać Nieznajomemu (Gallowi - Anonimix jest tu?!). Skutkiem czego podręcznik podstawowy wraz z dodatkiem znalazł się DriveThruRPG.
Oba pliki możecie pobrać za free - linki znajdziecie poniżej.
  1. Arkadia Gp;
  2. Arkadia Ng. 

Miłego wieczoru :P 

11 maja 2017

Mała pomoc dla graczy i sędziego

Jeśli pamiętacie poprzedni wpis, to również zapewne pamiętacie że obiecałem (albo tylko chciałem) coś zrobić - tabele broni i wszelkiego innego ekwipunku zawartego na kartach podręcznika/-ów.
Jak się okazało, wbrew początkowym założeniom, coś takiego jest wielce pomocne graczom (gdy ekwipują swoje postacie) i sędziemu (gdy sam chce kogoś wyekwipować ;)).
Skrótem do sedna (bolesne miejsce wielce) - zrobiłem to!

Zwyczajowo ilustracja zaprowadzi was do chomika, gdzie znajdziecie szukany plik.

http://chomikuj.pl/ZlotyLew/Dokumenty/Tabela+sprz*c4*99t+ANG,5895712123.pdf

Dlaczego warto to ściągnąć?
(Głupie pytanie - zawsze warto coś ściągnąć, niekoniecznie z sieci ;))
Otóż składając wspomniane tabele, uzupełniłem opis niektórych sprzętów o dość istotne "techniczne" elementy - jak ilość amunicji, czas zasilania itp..

Mam nadzieję, że się przyda - miłej zabawy...

Wpis ten miał się ukazać wczoraj, tylko (jak właśnie zauważyłem) pomyliłem daty. Przy okazji uzmysłowiłem sobie, że po raz kolejny  zapomniałem o naczyniach do noszenia wody. Słowem nigdy nie szkoda czasu na naprawy błędów.

10 kwietnia 2017

Trzy dni w cztery godziny - powrót do prowadzenia po latach.

Jakiś czas temu - no sporo jakiegoś tam czasu bo aż 18 lutego - udało mi się po raz pierwszy od lat, poprowadzić bez komputera sesję RPG. W dodatku odważyłem się to zrobić na co rocznym spędzie. Innymi słowy nawiedziłem RPGDay odbywający się w miejscowym klubie... Tak, dostaniecie krótkie streszczenie sesji....

Jak się domyślacie prowadziłem Arkadię - Ścieżka na razie poszła w odstawkę, ale kto wie co pokaże przyszłość...
Wracając do sesji. Z tego tytułu, że rzecz się działa na swego rodzaju konwencie, skrzyknięta naprędce grupka graczy, co muszę przyznać, była w znacznej swej części przypadkowa. I w sumie dość liczna, choć w sandboxach jak się okazało nie ma to takiego znaczenia.
W skrócie drużynie znalazło się miejsce dla:
  • muzułmańskiego wojownika z toporem przewieszonym przez plecy,
  • ex-pięściarza wagi ciężkiej wyposażonego w laserowy kastet (sprzęt wymyślony ad hoc przez gracza),
  • byłego żołnierza uzbrojonego w karabin laserowy,
  • okaleczonego rockmena ciążącego ku ciemności - wyposażonego w zestaw kameleona,
  • oraz młodej łowczyni posługującej się uprzężą telepatyczną i wytrenowanym raptorem (dienonychem).
Już z powyższego wyliczenia widać błędy jakie popełniłem. A pierwszym, tym najcięższym, było przepakowanie drużyny, kolejne były mniej istotne i wiązały się raczej z długim okresem niegrania. Ze strony graczy okazało się że zupełnie nie kojarzyli albo mylnie kojarzyli piaskownicę, która w rozumieniu niektórych maiła być odmianą gry strategicznej. Dużo też czasu straciłem na tłumaczenie zarysu świata i tworzenie postaci. W przyszłości będę musiał ubrać wyposażenie (broń i ekwipunek) w zgrabną tabelę - może ekran. W końcu udało mi się ogarnąć ten przypadkowy tłumek i rozpoczęliśmy sesję.

Dzień 1
Nasza przygoda rozpoczęła się tuż za palisadą osady wczesnym rankiem, gdzie grupa ochotników zebrała się, by ruszyć tropem porywacza córki miejscowego medyka. Ślady prowadziły na południowy zachód w głąb rozciągającej się przed oczami bohaterów sawanny.

Przyznaję trochę celowo wykorzystałem rzut na plotki celem dania impulsu graczom nie obytym z sandboxem.

Po krótkiej przepychance między "ochotnikami" Ciemność wyłoniła przywódcę grupy, którym okazał się nie kto inny jak "znawca muzyki ciężkiej". Reszta grupy chcąc nie chcąc zmuszona była ruszyć we wskazanym przez niego kierunku. Nie obyło się przy tym bez słownych pogróżek, nie mniej skuteczności nie mogli mu odmówić.

Nie jako przy okazji aby jeszcze mocniej "popchnąć" grupę po raz pierwszy użyłem będącej dopiero w fazie prototypu tabele abstraktów. Wynik wskazał również na działanie Ciemności, która tym razem objawiła się w osobie gadającego od rzeczy miejscowego naukowca. Co prawda nasz heavymetalowiec wyczuł konkurencje, ale wiedza ta nie przeszkodziła mu pokierować drużyny w żądanym przez ze mnie kierunku.

Ponure nastroje jednak nie trwały długo gdyż już kilkaset
(kilkanaście/kilaka?! - po tak długim okresie abstynencji erpegowej miałem problemy z właściwym uchwyceniem przestrzeni

drużyna dostała się pod niecelny ogień prowadzony przez połyskującą w słońcu postać. Strzelec wyraźnie miał tzw. "zły dzień", gdyż mimo co jakiś czas prowadzonego ostrzału, ex-pięściarz pozostając wciąż pod wpływem Ciemności, w paru susach dopadł niedoszłego snajpera i wpakował mu swój żarzący się kastet prosto w przezroczystą osłonę głowy. Skutkiem czego zły dzień ex-napastnika zamienił się szybko w jego ostatni dzień.  Majątek zabłąkanego klona stał się przedmiotem dociekań zebranej nad ciałem grupy. Oczywiście nie przyjrzeli się jego broni, choć kule budziły pewne zainteresowanie. Za to uszkodzony pancerz stał się od razu własnością pięściarza.

Po niewczasie przypomniałem sobie, co prawda o tym że sprzęt klona nie powinien działać tak daleko od Jaja, ale bo to jedno Jajo w okolicy...

Mniej więcej w trakcie albo tuż przed potyczką ze strzelcem, drużynowa łowczyni nawiązała kontakt ze swoim dienonychem, którego wyczulone zmysły bardzo pomogły w znalezieniu "właściwego kierunku (rzut na różę wiatru). Mniej więcej koło południa nasza grupa dotarła do granicy tropikalnego lasu. Od tego momentu prowadzona przez łowczynię drużyna zaczęła mieć pod górkę - i to dosłownie. W połowie drogi do szczytu wzgórza "pupilek" żeńskiego personelu się spłoszył i po niejakim czasie do uszu wycieczki zaczął docierać ryk głodnego drapieżnika prztykany trzaskiem łamanych gałęzi. Większość grupy zareagowała prawidłowo - zaczęła uciekać - jedynie wyznawca koranu chwycił mocniej stylisko topora i gdy z pomiędzy listowia wychylną łeb tyranozaura zaszarżował w kierunku bestii. Walka trwała dość krótko, topornikowi udało się wspiąć na grzbiet potwora i zadać mu śmiertelny cios, ale ten nim skonał uchwycił oprawcę zębami i przegryzł noszony przez niego pancerz. Tak to topór znalazł nowego właściciela (pięściarza).

Noc 1
Zmierzch zastał bohaterów kilkanaście metrów za szczytem w płytkiej dolince. Dzięki "pupilowi" jedzenie i woda nie stanowiły problemu - gorzej z ogniem. W końcu dzięki laserowemu karabinowi zapłonęło ognisko (pal?). Zaraz też z pomiędzy krzaków wyjrzał, podążający śladem drużyny, brat topornika (bliźniak - właściciel piekielnie ostrej katany ;)). Ale na tym odwiedziny się nie skończyły.

Postanowiłem skorzystać z okazji i jeszcze raz rzuciłem (się) na table spotkań - wypadł przebudzony klon. Kolejny rzut na płeć - kobieta :D.

Miało to miejsce w czasie warty naszego pięściarza, który jak pamiętacie przywłaszczył sobie pancerz zdezelowanego (poznanego wcześniej)  klona. Siedziało sobie właśnie chłopisko przodem do ogniska, gdy wyczuł/usłyszał nagle że coś/ktoś rzuca w niego kamykami (bo to małe kamienie były).
Jak się okazało zabłąkany klon rodzaju żeńskiego wziął drużynowego Andrew, sugerując się odzieniem, za jednego ze swoich. Dziewczyna wyraźnie spodobała się naszemu siłaczowi, tak że zagubioną przygarnął pod swoją opiekę, nadając jej wdzięczne imię (nomen - omen) Andy. Reszta nocy minęła spokojnie.

Dzień 2
Wraz z nastaniem świtu uzgodniono, że trzeba pójść sprawdzić lądownik nowo poznanej koleżanki - wedle jej opisu znajdujący się dość niedaleko na południowy wschód od obozowiska. Porządek marszu taki sam jak dnia poprzedniego, czyli na przodzie "pupilek" a na końcu pięściarz, tym razem w żeńskim towarzystwie. Po około godzinie (dwóch) przedzierania się przez dżunglę nasi bohaterowie odnaleźli kolejną połać trawy, z której środka wyrastała wyraźnie widziana "kopula" zagrzebanego w leju jaja. Nim jednak dane było drużynie poznać wygody rodem z krążownika, pozostająca wciąż "online" łowczyni zaczęła błagać towarzyszy o pomoc dla jej jaszczura. Kilkanaście metrów z przodu jej dwónożny gad spotkał bowiem dwoje przedstawicieli swojego gatunku, nie pałających do niego miłością (zdecydowanie chodziło o zapach). Scena jak z JurassicPark - trzy obchodzące się raptory. Na ratunek za ras ruszył Andrew wraz ze swym uposażonym w laser kumplem. Jeden cios jeden strzał i było po sprawie. Tymczasem reszta grupy prowadzona przez nową koleżankę dotarła do jaja. Tam w świetle dawno niewidzianych świetlówek znaleźli się w kolistym pomieszczeniu, w którego centrum zajmował duży zbiornik wypełniony bioplazmą w której szamotała się z kolei rudowłosa dziewczyna. Owo dziewcze młode jak się okazało było właśnie poszukiwaną przez bohaterów córką medyka.

Mniej więcej w tym czasie gracz prowadzący pięściarza musiał nas opuścić (obowiązki domowe).

Po krótkich negocjacjach Andy zgodziła się wymienić dziewuchę na Andrew, który zajęty był skórowaniem pobitych gadów. Po tej tranzycji drużyna powlokła się na zad do obozowiska. Minęła je godzinę przed świtem szybkim tempem kierując się ku osadzie.

Noc 2
Drużyna ustami rockmana postanowiła spędzić ją w drodze. Przedzierając się przez dżungle porastającą znane im już wcześniej wzgórze zauważają ogień.

Rzut na tabeli spotkań.

Początkowo postanawiają nawet ominąć źródło światła szerokim łukiem, ale Rockman decyduje się w końcu użyć swojego gadżetu (tj. zestawu kameleona) i sprawdzić co tam w trawie piszczy. Jak się okazuje przy truchle ubitego z takim poświęceniem tyranozaura obozuje grupa Zwergów wraz z trzema niewolnicami. Rockmen jednak nie ograniczył się tylko do obserwacji. Zaciukał jednego/dwóch stworów czym zaalarmował resztę. Gdy powrócił do drużyny ta zdecydowała się ratować "księżniczki" z opresji - jak że szlachetnie. Tymczasem Zwergii szybko zreorganizowały się i wysłałem tropem niewidzialnego łowcy grupę pościgową - wyniuchały go. Doszło do dość dramatycznej bójki w trakcie której życie poświecił "pupilek" łowczyni a ona sama mimo, że korzystała ze sprzętu rockmena, straciła przytomność.

Gracz prowadzący brata topornika postanowił się ulotnić - kolejny muzułmanin zaginął w akcji.

Nie mniej stwory rozstały się z rzyciem - tfu z życiem - a "księżniczki" odzyskały wolność. Jak się okazało (sam byłem zdziwiony wynikami rzutów) należały one do tego wymierającego w Arkadii gatunku nie przebudzonych Amazonek. Zresztą dość szybko odkrywszy ich tożsamość męska część drużyny postanowiła spędzić resztę nocy na popasie ;) Przy okazji nasz metaliczny bard postanowił przeszukać ciała Zwergów i odnalazł dziwnie wyglądający miecz (ja twierdzę, że to kostki tak chciały - Wy możecie myśleć inaczej).

Dzień 3
Bardzo krótki i w sumie nudny dzień ;)
Łowczyni miała szczęście, że się w ogóle obudziła.
O świcie wkroczywszy, na znajdujące się nieopodal osady, sawannę drużyna wraz z czteroma kobietami (córka medyka plus 3 amazonki) narzuciła sobie zdwojone tempo już przed południem znajdując się u bram wioski.Radość ojca z odzyskania córki bezcenna a opieka medyczna bezpłatna. W międzyczasie nasz gwiazda rocka zaczęła gadać do siebie - nawiązała dialog z Ciemnością zaklętą w mieczu. Prócz tego na miejscu grupa dowiedziała się o samobójstwie miejscowego inżyniera (kolejny rzut w tabeli abstraktów). Przeszukiwanie warsztatu nic nie dało - miejscowi byli szybsi. Nie zrażając się tym zanadto przyjaciele wzięli na spytki amazonki, które wskazały im mniej więcej położenie przydzielonych im sektorów pracy - daleko na zachodzie.
W tym miejscu przerwaliśmy sesję. Znaczy się ja przerwałem gdyż mój urlop od rodzinnych obowiązków właśnie dobiegł końca.

Podsumowanie
Mimo początkowych problemów z wejściem w rolę, prowadziło mi się bardzo dobrze. Nie wiem czy znajdę ochotę prowadzić coś jeszcze poza piaskownicą. Testując tabele abstraktów, zmuszony byłem zmienić trochę jej układ graficzny, aby polepszyć jej ergonomię. Co bez odejścia od idei kostki 66 dużo w sumie nie dało. Na przyszłość muszę: spreparować tabele broni i ekwipunku - podręcznik jako lista zakupów się nie sprawdza; więcej uwagi poświęcić na utrwalenie zasad systemu i większą uwagę przykładać do fizjologii postaci - woda, żywność, ciepło itp. rzeczy warunkujące przetrwanie. No i koronny wniosek: nie dopakowywać graczy!

Wrażenia graczy bardzo pozytywne. Nawet tych którzy musieli odejść w trakcie.
Ogólnie mogę z czystym sumieniem napisać, że granie w piaskownicy przypomina jedzenie za małego tortu - wszystkim smakuje tylko jest go mało (w sensie czasu mało).

27 marca 2017

Co ja bym zrobił... - Rozwiązanie zagadki

Pamiętacie jak, wieki temu, wspomniałem co mnie inspiruje. Cóż, pewnie nie pamiętacie, ale Wam podpowiem. W jednym z pierwszych wspominek, o tym że piszę dodatek do Arkadii, pochwaliłem się tym, że do jednej ilustracji zainspirowały mnie dzieła mistrza. W szczególe jedno, ale nie pokazałem Wam wówczas które - aby nie zapeszyć. Teraz, kiedy możecie już dowolnie cieszyć moimi bazgrołami, zdradzę wam o którą chodziło - sami oceńcie jaki jestem pokręcony :P

Dzieło mistrza:

Mój bazgrol:

24 marca 2017

Dla cierpliwych...

Dla tych co mieli tyle cierpliwości, aby mimo miesięcy, godzin i dni milczenia nadal mnie wypatrywać, za język twardo trzymając. Wciąż ufam, że tacy się tu znajdą...
Jeszcze ciepłą, przed chwilą z ręki Toreadora wyrwaną, Wam to przedstawiam w Arkadii
Nieproszeni goście ...

W ich obozowisku płonął ogień! A to nie była dobra wiadomość. Tomas na migi przekazał ją reszcie grupy. Zaraz też Jozef z Daną odbezpieczywszy gnaty, bezszelestnie zaszyli się w zaroślach. Tymczasem pozostała dwójka w milczeniu dobyła ostrzy cichutko skradając się tropem przywódcy.
Na końcu płytkiego wąwozu, pod wyrastającą ze zbocza betonową ścianą,
w migotliwym świetle ogniska pułkownik zauważył dwójkę młodych ludzi. Wychudzony, pomazany na twarzy chłopak właśnie powoli wyciągał, w  stronę mierzącej do niego z pistoletu dziewczyny, zatknięty na czubku kija parujący ochłap mięsa. Do co wieczornych odgłosów dżungli dołączył dźwięczny klik! Dziewczyna wyraźnie zaskoczona, krzywiąc się przy tym niemiłosiernie jeszcze dwa razy przyduszała spust za każdym razem słysząc jedynie dźwięczne klik..! klik!
Pułkownik Tomas Hennry Rino miał już dość. Wstał, wstrzymując gestem swoich towarzyszy. Po czym widząc zamieszanie jakie wywołało, to jego nagłe pojawienie się wśród biwakowiczów, zagrzmiał.
- Czego tu!
http://chomikuj.pl/ZlotyLew/Dokumenty/ArkadiaNg,5828311996.pdf
(Kliknijcie na obrazek a będziecie mogli ściągnąć)


16 marca 2017

Pamiętacie moją przyjaciółkę Ewę

No właśnie pamiętacie Ewę?
Od ostatniego spotkania upłynęły prawie dwa lata. Przez ten czas Ewa nieco schudła, jej rysy uległy wyostrzeniu a i charakter stał się jeszcze bardziej ponury. Wciąż poluje, zyskała nawet na tym polu pewne uznanie wśród współosadników, zaniedbując za to swoje poprzednie zainteresowania. Ostatnio zmieniła za to obiekt polowań, uznając widocznie że polowanie na drapieżne gady nie przynosi jej już satysfakcji. Nadal też ukrywa swoją tożsamość imając się coraz bardziej bezpośrednich środków. Niedawno jakiś nowy coś wspominał że skądś ją zna... Zaraz jak on miał na imię... Nie pamiętam gość dość szybko zniknął... Może go coś zżarło?.. Nie ważne...
O jest i Ewa...
Zapytacie za pewne teraz dlaczego znowu wspominam o Ewe. W dodatku chwaląc się nie najlepszym rysunkiem. Otóż powód jest dość prozaiczny - ilustracja ta wypadła mi ze składu i nie miałem co z nią zrobić. Teraz pewnie zaczniecie się zastanawiać "o czym to ja do was gadam"... A pamiętacie jak wspominałem że piszę dodatek (wiem stary hipokryta ze mnie - sam przed tym przestrzegałem). No więc ów dodatek jest już po wstępnym składzie, lekturze czytacza i właśnie przechodzi ponowne czytanie przed wydaniem go na arenę torreadora. Innymi słowy 3majcie kciuki i wyglądajcie dodatku.

7 kwietnia 2016

Klin dobry na wszystko!

 „Arkadia, 17:36 czasu miejscowego, 268 dzień od założenia osady, piątek.
Właśnie przestało padać. Komary jak co wieczór, rozpoczęły swoje krwawe tango. Opędzający się od uciążliwych owadów ludzie, odebrawszy z polowej kuchni przynależne im racje, w ponurych nastrojach rozchodzą się właśnie w stronę ukrytych pod palisadą szałasów.
Większość milczy a ci co rozmawiają robią to wyjątkowo cicho. Czasami tylko,
gdy któryś z nich poślizgnąwszy się wpadnie do jednej z licznych kałuż spływającego
ze zbocza błota, da się usłyszeć kilka wypowiedzianych podniesionym głosem przekleństw. Z minuty na minutę cienie się wydłużają. Gdzieś poza ostrokołem jakiś drapieżnik oznajmia światu swą chęć wyruszenia na żer. Cykady nieprzerwanie jazgoczą w trawie, nie zmieniając tym zbytnio osaczającego zewsząd uczucia brzęczącej duchoty.
Zapada zmrok, jedynie w rozłożonym na szczycie pagórka, osłoniętym brudną moskitierą namiocie „doktora“ pali się jeszcze sodowa lampa. Grupa uzbrojonych, doświadczonych ochotników w ciszy i skupieniu wpatruje się w siedzącego na jednym z polowych łóżek siwiejącego mężczyznę, który wodząc przekrwionymi oczyma po twarzach zgromadzonych, głuchym chrząknięciem rozpoczął „nadzwyczajne zebranie obrońców kolonii".
- Nie owijając w bawełnę sprawa wygląda następująco: Jak pamiętacie dwa dni temu
na zachodzie coś pieprznęło. Wszyscy widzieli wybuch... - Tu zrobił pauzę dając czas zebranym, aby krótkim skinięciem potwierdzili prawdziwość jego słów, po czym kontynuował - Niestety mamy, ja i rada, podstawy sądzić, że to nie był meteoryt!
Ba, mamy pewność! Tak z 80%... Że to była kapsuła - jajo... Tak, tak w jakiś sposób wzbudziliśmy zainteresowanie Krążownika. Wiecie czym, to się może skończyć... Wszyscy pamiętamy opowieści Sandersona, o tym co się działo w jego osadzie... U nas może być podobnie...
- Dlatego ja, i rada, podjęliśmy decyzję... Nim jednak ją ogłosimy musimy wiedzieć, mieć pewność że jajo jest nadal aktywne... To wasze zadanie!.. Macie na to trzy dni. Jak nie wrócicie do południa trzeciego dnia zwijamy osadę... - Zatrzymał wzrok na najmłodszym ze śmiałków natarczywie wpatrując się w jego oblicze.
- Jakieś pytania... Nie! Idzie się wyspać... Bramę otworzymy o świtce!..

Witam po dłuższym okresie milczenia...
Jak się pewnie domyślacie prace nad dodatkiem do Arkadii stanęły w miejscu.
Łatwe to było do przewidzenia bo się nim pochwaliłem przed jego napisaniem.
No trochę winy upatruję również w planszówkach - ale tylko trochę bo ... Na głowie kwietny ma wiaaanek...
Wracając jednak do tematu. Aby zaradzić swojej twórczej niemocy postanowiłem zastosować metodę klina (jak w tytule) i rozpocząć sesję PBF.

Oczywiście na (.)(.) - Ostatniej oberży (kliknijcie na skrót a się ona wyświetli).
Zapraszam wszystkich :P

12 listopada 2015

Co ja bym zrobił bez...

Dawno nie pisałem i dziś wiele nie zamierzam :P
Zebrało mi się na marudzenie, dodatek piszę mimochodem - bestia leniwie pożera i przeżuwa każde pisane słowo  - a tu by się chciało PBFa poprowadzić...  Ale dziś nie o tym.. 

Ostatnio zabierając się po raz kolejny do klawiatury zdałem sobie sprawę że nie napisałbym/
nie wymyśliłbym ani słowa, ani linijki bez dwóch rzeczy: muzyki z "mojej" tuby i rysunków. Zresztą bez pisania, też nic bym nie narysował (bo leniwy i mdły żywot wiodę) i tak w kółko.
Słowem gdy maznąłem ilustrację do dodatku zaraz ochota na jego skończenie wróciła
- rysunku wam nie pokarzę poczekajcie na premierę, ale dopiszę do inspiracji grafiki Franka Frazetty

29 października 2015

Co powiecie na dodatek?..



Arkadia już ma kilka miesięcy, jeszcze wisi na butelce i spać nie daje, ale mnie już się w głowie zapaliła zielona lampka - dodatek. Jak na razie oświetla jeszcze nie wiele, ale już ogólne zarysy są rozpoznawalne.
„Nowa“ nacja/rasa, sprzęt, przeciwnicy, zasady użycia pojazdów powietrznych, przykłady tych że i oczywiście nowe tabele spotkań...
Jak myślicie warto się w to bawić?
Macie jakieś pomysły, czymś chcielibyście się podzielić?
Jestem ciekaw waszych opinii...


24 września 2015

Znasz już BeNa?

Dziś (piszę średnio, co tydzień a więc "dziś" brzmi dziwnie) trochę inaczej, choć dalej w temacie ostatnich wpisów. Otóż korzystając z zaproszenia imć Jadowitego postanowiłem coś, o kimś napisać na naRzutę.

Liść i Stokrotka 
Liść, to właściwie nie jest imię, ale to jedyne imię jakie dostał. Nadała mu je Stokrotka w dniu, którym uratował ją z łap zwerga. Wcześniej nie miał imienia, tylko ciąg liczb ukrytych w zasłonie kresek. Stokrotka, to też nie jest właściwe imię, ale nazwał ją tak wieczorem tego samego dnia,
gdy po raz pierwszy dotknął jej włosów - pachniały wiatrem... Nawet mimo tego, że swoim niefrasobliwym zachowaniem naruszyła już prawie wszystkie paragrafy kodeksu, to naprawdę lubi
z nią przebywać. Słuchać jej śmiechu, tupotu bosych stóp, gdy zgrzana przybiega pokazać
mu znalezioną muszlę, jaszczurkę albo osobliwy kwiat. Ona chyba też go lubi - Liść, nie bez racji
ma taką nadzieję. No bo z jakiego innego niby powodu Stokrotka chciałaby się co wieczór do niego przytulać, wślizgiwać pod ramię i nieprzerwanie chichocząc sięgać... Łamać kolejne paragrafy...
Liść jak pewnie już się domyśliliście jest przebudzonym pretorianinem - homunkulusem, tworem powstałym w ramach projektu "Cerber". Stokrotka zaś jest wolną amazonką - również samoświadomym homunkulusem. Razem zamieszkują w ruiny, porzuconego - pochłoniętego niemal w całości przez dżunglę hotelu. Stokrotka całe dnie poluje albo kręci się po okolicy, natomiast Liść pozostaje czujny. Niejednokrotnie musiał już interweniować, przepłaszać, lub co znacznie łatwiejsze, anihilować intruzów. Starał się to jednak robić po za wiedzą Stokrotki i choć ona czasami coś podejrzewała, to jednak nie dała tego nigdy po sobie Liściowi  poznać.
Bohaterowie graczy mogą natknąć się na tą parę węsząc przypadkowo po dżungli. Natykając się na ukryte szczątki intruzów. Zobaczyć przemykającą między konarami Stokrotkę albo dosłownie zderzyć się z lufą miotacza Liścia. Wówczas lepiej dla nich, aby stało się to w obecności Stokrotki, gdyż Liść jakoś małomówny jest, za to ma bardzo ciężkie palce na spuście.
(Charakterystyki jak typowego przebudzonego Pretorianina i Amazonki w Bestiariuszu)